Chyba
wszyscy kojarzą popularne latem iced tea ze sklepowych półek.
Mówiąc subiektywnie, całkiem ich nie znoszę i unikam szerokim
łukiem. Zdecydowanie wolę już sama przygotować herbatę na zimno.
Sklepowe smakują wszystkim prócz herbatą, a głównie sztucznym
owocowym aromatem i cukrem, dużą ilością cukru. Za każdym razem
po spożyciu takiego produktu, dokucza mi zgaga. Śmiem twierdzić,
że taki napój ma więcej wspólnego z colami, z oranżadami i z innymi
tego typu przesłodzonymi napojami, niż aromatycznym, zdrowym
naparem herbacianym.
Sytuacja
prezentuje się nieco inaczej na rynku w Japonii. Jest tutaj duży
wybór butelkowanych herbat bez dodatków (mam na myśli owocowe
aromaty). Głównie znajdziemy zieloną (o różnych stopniach
intensywności), ale nie brakuje również tajwańskich wulongów i
jaśminowych. O dziwo, w takim napoju znajdziemy tylko herbatę i
wodę, ewentualnie jakiś dodatek witaminowy. Bez cukru. Jestem pod
wrażeniem – jednak da się. Nie jest to jakaś herbata powalająca
jakością czy smakiem, ale jest całkiem zdatna do picia. W skrócie,
dobra alternatywa jak dopada nam leń i nie chce nam się robić
herbaty na zimno samodzielnie (a ja rano często bywam leniwa). Jeśli
chodzi o wybór zielonej herbaty w butelce, to preferuję raczej te
mniej intensywne, gdyż te podpisane jako „mocne” mają zbyt
wyraźną goryczkę, która mnie odrzuca. Aczkolwiek moim faworytem
jest herbata jaśminowa. Ciekawostką może być herbata pszenna lub
zbożowa – osobiście, nie jestem fanką, ale jak macie okazję to
spróbuje (smakuje całkiem ciekawie).
Oprócz
herbat czystych (i jaśminowej oraz zbożowej) można znaleźć w
butelkach tak zwane u nas „bawarki”. One bywają już często
słodzone, aczkolwiek nie jakoś mocno – a i obecność cukru nie
jest regułą. Głównie do nabycia w cukierniach sprzedających
ciasto w stylu francuskim, da się kupić herbaty na sposób
„europejski”. Te z kolei zdecydowanie odradzam. Smakują albo jak
nasze rodzime produkty, albo jak... rozpuszczone w wodze witaminki
dla dzieci. Czyli słodko, mdląco i nieprzyjemnie.
W
każdym bądź razie, na naszym rynku bardzo brakuje mi herbat
„czystych” i niesłodzonych w butelkach. Czasem miałabym ochotę
napić się na mieście lub w podróży czegoś innego niż wody, nie
ryzykując przy tym miażdżycy i innych chorób cywilizacyjnych dla
wątpliwej przyjemności.