24.01.2017

Herbata butelkowana w Japonii

Chyba wszyscy kojarzą popularne latem iced tea ze sklepowych półek. Mówiąc subiektywnie, całkiem ich nie znoszę i unikam szerokim łukiem. Zdecydowanie wolę już sama przygotować herbatę na zimno. Sklepowe smakują wszystkim prócz herbatą, a głównie sztucznym owocowym aromatem i cukrem, dużą ilością cukru. Za każdym razem po spożyciu takiego produktu, dokucza mi zgaga. Śmiem twierdzić, że taki napój ma więcej wspólnego z colami, z oranżadami i z innymi tego typu przesłodzonymi napojami, niż aromatycznym, zdrowym naparem herbacianym.

Sytuacja prezentuje się nieco inaczej na rynku w Japonii. Jest tutaj duży wybór butelkowanych herbat bez dodatków (mam na myśli owocowe aromaty). Głównie znajdziemy zieloną (o różnych stopniach intensywności), ale nie brakuje również tajwańskich wulongów i jaśminowych. O dziwo, w takim napoju znajdziemy tylko herbatę i wodę, ewentualnie jakiś dodatek witaminowy. Bez cukru. Jestem pod wrażeniem – jednak da się. Nie jest to jakaś herbata powalająca jakością czy smakiem, ale jest całkiem zdatna do picia. W skrócie, dobra alternatywa jak dopada nam leń i nie chce nam się robić herbaty na zimno samodzielnie (a ja rano często bywam leniwa). Jeśli chodzi o wybór zielonej herbaty w butelce, to preferuję raczej te mniej intensywne, gdyż te podpisane jako „mocne” mają zbyt wyraźną goryczkę, która mnie odrzuca. Aczkolwiek moim faworytem jest herbata jaśminowa. Ciekawostką może być herbata pszenna lub zbożowa – osobiście, nie jestem fanką, ale jak macie okazję to spróbuje (smakuje całkiem ciekawie).

Oprócz herbat czystych (i jaśminowej oraz zbożowej) można znaleźć w butelkach tak zwane u nas „bawarki”. One bywają już często słodzone, aczkolwiek nie jakoś mocno – a i obecność cukru nie jest regułą. Głównie do nabycia w cukierniach sprzedających ciasto w stylu francuskim, da się kupić herbaty na sposób „europejski”. Te z kolei zdecydowanie odradzam. Smakują albo jak nasze rodzime produkty, albo jak... rozpuszczone w wodze witaminki dla dzieci. Czyli słodko, mdląco i nieprzyjemnie.


W każdym bądź razie, na naszym rynku bardzo brakuje mi herbat „czystych” i niesłodzonych w butelkach. Czasem miałabym ochotę napić się na mieście lub w podróży czegoś innego niż wody, nie ryzykując przy tym miażdżycy i innych chorób cywilizacyjnych dla wątpliwej przyjemności. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz